Rozdział 1


Pan M. podejmuje decyzję, a Panna P. jedzie w podróż dookoła świata help me write an essay

Diana siedziała na Barbakanie rytmicznie uderzając obcasami w ceglasty mur. Czekała na TEN moment, aby zadać sakramentalne pytanie. Czekała na charakterystyczny syk odkapslowanej butelki z piwem. Pan M. miał wyjątkowy talent. Potrafił otworzyć piwo w każdych warunkach i przy użyciu dowolnego narzędzia, chociaż preferował do tego celu własny telefon komórkowy (dbał o to, aby wybierać modele odporne na mechaniczne zniszczenia). – Pan M. jest moim konkubentem – mawiałam z dumą w takich sytuacjach – Od dobrych sześciu lat.

- Kiedy się żenisz? – zapytała Diana, gdy tylko kapsel uderzył w bruk. To samo pytanie Diana zadawała za każdym razem, gdy spotykali się z Panem M. na piwie i ploteczkach.   Nie liczyła na odpowiedź, wiedziała bowiem, że Pan M. musi najpierw zarobić na zaręczynowy pierścionek (tak w każdym bądź razie twierdził za każdym razem).

Tym razem okazja była wyjątkowa, może więc i odpowiedź będzie wyjątkowa. A przynajmniej zabawna. Pan M. wszak nazywany bywał „Mistrzem ciętej riposty”. Za pół godziny sakramentalne „tak” w pobliskim Urzędzie Stanu Cywilnego mieli sobie niespodziewanie powiedzieć nasi przyjaciele. Niespodziewane, bo ślub planowali dopiero za rok. Nie, Kalina nie była w ciąży. To znaczy w zasadzie była, od trzech tygodni, ale ciąża wciąż była tajemnicą. Powodem był kredyt mieszkaniowy. Planowali, że gdy tylko dostaną do ręki upragniony papier, pobiegną podpisywać umowę na swoje upragnione mieszkanie  w programie „Rodzina na swoim” (zaledwie 33 m2 w starej kamienicy).

Tak więc Diana i Pan M. czekali na tą podniosłą uroczystość pijąc piwo na murze Barbakanu. I w takich właśnie okolicznościach Diana zapytała:

- Kiedy się żenisz?

- Kiedy się oświadczę – odpowiedział Pan M.
- Kiedy się oświadczysz?
- Kiedy kupię pierścionek zaręczynowy.
- A kiedy kupisz pierścionek zaręczynowy?
- Jak na niego uzbieram.
- A kiedy w końcu na niego uzbierasz?
- Gdy oddamy te dwie butelki do sklepu. Brakuje mi ostatnich pięćdziesięciu groszy.
Zapadła głucha cisza.

W tym samym czasie…

ja (czyli Panna P.) próbowałam uwolnić swoją szpilkę (w znaczeniu „obcas”) z metalowej kratki w metrze gubiąc flek, pokonywałam schody po dwa poszerzając metodą rozdarcia i tak już niemały rozporek w mojej wizytowej sukience (cholera! musiałam założyć pończochy? przy każdym kroku ich gumka w całej okazałości prezentowała się światu), a wszystko to po to, aby dogonić Mateusza, którego sylwetka mignęła mi na horyzoncie. Mateusz, świeżo nabyty mąż Diany, a przy okazji mój przyjaciel, najwyraźniej spieszył się na ten sam ślub co ja.

- A wy w końcu kiedy planujecie? – zapytał, gdy tylko udało mi się go dogonić, mając na myśli bez wątpienia nasz z Panem M. ślub. Od dwóch lat, czyli od czasu, gdy bawiliśmy się na weselu naszego wspólnego przyjaciela (którego nigdy nie planowaliśmy żenić), wszyscy pytają nas o to samo.
- Kiedy wrócimy z podróży dookoła świata – odpowiedziałam całkiem rozsądnie.
- A kiedy wrócicie?
- Rok po tym, jak wyruszymy.
- A kiedy wyruszycie?
- Jak uzbieramy fundusze.

Byłam dumna ze swojej odpowiedzi. To załatwi sprawę na dłuższy czas. Tymczasem w tym samym momencie Mateuszowi zaświtała pewna myśl. Weźmie sprawę mojego zamążpójścia w swoje ręce. Kupi skarbonkę. Do skarbonki będzie wkładał wszystkie drobne monety, jakie tylko przewiną się przez jego ręce. Oto samo poprosi naszych pozostałych przyjaciół. A gdy tylko uzbierają wystarczającą sumę pieniędzy wyślą mnie z Panem M. w podróż dookoła świata, abym nie miała więcej wymówek. Tak. Ten plan wydawał się wprost genialny.

==========================================================
Dobre rady Panny P.
Jeżeli w ciągu ostatnich dwóch lat bawiliście się na kilku weselach i z przerażeniem zorientowaliście, że wszystkie one dziwnym trafem związane były ze ślubem Waszych najbliższych przyjaciół; jeżeli w ciągu ostatniego roku Wasze przyjaciółki zaczęły rodzić dzieci, a Wasi przyjaciele się rozwodzić, to pora pomyśleć o własnym zamążpójściu.

Prawdopodobnie jest i tak już nieco za późno, aby nie wypaść z pieluchowo-rozwodowego towarzystwa i zdecydowanie za późno, aby uniknąć ciągłych pytań pt. „kiedy wychodzisz za mąż”. Ale na pewno nie za późno, aby Wasze wesele stało się towarzyskim wydarzeniem stulecia!
==========================================================

Epilog na początek


Najpiękniejszy dzień mojego życia miał się okazać totalną katastrofą. Tak w każdym bądź razie myślałam jeszcze na dwa dni przed. Tymczasem…

Ach co to był za ślub!

Panna Młoda mdlała, goście płakali, chór śpiewał, dzieci się śmiały… , a goście zgodnie orzekli,  że było to najpiękniejsze wesele na jakim byli. Wszyscy i zgodnie.

Tak ślicznie wszystko w jednym kolorze. I balony i kwiatek przy sukience i karteczki na stołach i zaproszenie takie urocze – zachwycała się ciocia Basia. – Ach, jakie piękne kazanie – wzdychała babcia Ela. – I chór tak wspaniale Wam zaśpiewał – dorzucił swoje trzy grosze wujek Jurek. – Sala przepiękna i ten ogród i ten taras i ten stawik z rybkami i mostek. Wszystko pięknie, tylko czemu tak daleko? – nie odmówiła sobie cienia krytyki ciocia Zuzia i jakby dla usprawiedliwienia od razu dodała: – Ale zespół był rewelacyjny, gdzie taki znaleźliście?

Nikt jednak nie zapytał: – Chyba dużo pracy, czasu, pieniędzy, nerwów Cię / Was to kosztowało? Nikt nie stwierdził: – W swoim CV, w rubryce doświadczenie powinnaś wpisać: 2009-2010: organizacja ślubu i wesela (własnego), a w miejscu umiejętności (aktualnie nabyte): research, logistyka, negocjacje.

Każdy, kto ma to za sobą, wie o czym mówię. Każdy, kto ma to przed sobą i tak będzie się musiał przekonać o tym empirycznie, na własnej i tylko własnej skórze. Czy warto? Oczywiście, że warto! Dlatego, w tym miejscu…

Opowiem Wam, jak wychodziłam za mąż.

Krok po korku, spotkanie po spotkaniu, umowa po umowie podpisywanej z moimi dostawcami opowiem Wam, jak zorganizowałam ślub, którym zachwycała się cała rodzina. Po drodze będę się dzielić z Wami różnymi niewykorzystanymi przeze mnie inspiracjami, podpowiedziami, pomysłami. Z nadzieją, że i Wy podzielicie się ze mną i ze sobą nawzajem swoimi pomysłami na ślub marzeń. Dlatego piszcie maile: [email protected], dyskutujcie na forum, dzielcie się komentarzami! Po prostu bądźcie tu razem ze mną. A więc…

Witajcie na moim ślubnym blogu!

Panna P. wychodzi za mąż!

Switch to our mobile site